5/03/2017

Holenderski duch w Ameryce, czyli o Festiwalu Tulipanów

     Główny powód, dla którego uwielbiam wiosnę, to feeria barw i zapachów, które dają wiosenne kwiaty. A skoro są one tak piękne, a przy tym tak efemeryczne, to dlaczegóżby nie zintensyfikować krótkiej przyjemności przebywania z nimi? Tak pomyślałam niemalże dokładnie rok temu i pojechałam do Holandii. No, prawie. Pojechałam do Holland. Na Festiwal Tulipanów.
     Holland to niewielkie, niespełna 35-tysięczne miasteczko w stanie Michigan, oddalone od Chicago o niecałe trzy godziny jazdy autem. Zasiedlone zostało w połowie XIX wieku przez holenderskich imigrantów i dziś, prawie 200 lat później, te holenderskie wpływy są wciąż bardzo silne i widoczne. To, z czego miasteczko Holland jest najbardziej znane, to coroczny Festiwal Tulipanów, który odbywa się tam w pierwszej połowie maja. Moim zdaniem zdecydowanie warto tam pojechać, nie tylko by zachwycać się dywanami kolorowych tulipanów w akompaniamencie wiatraków, ale także by poobcować z holenderską kulturą.
       W tym roku Festiwal potrwa od 6 do 14 maja. Sugeruję pojechać tam jak najwcześniej- my w zeszłym roku pojechaliśmy w któryś z ostatnich dni i wiele gatunków tulipanów było już przekwitniętych. Jeszcze jedna rada- jadąc na Festiwal, warto skorzystać z darmowego transportu festiwalowego. Autobusy odjeżdżają z parkingu przy Dutch Village i kursują pomiędzy Windmill Island (gdzie podziwiać można tulipanowe dywany, odwiedzić niewielkie sklepiki oraz porozmawiać z miłośnikami historii ubranymi w stroje z epoki), a Centrum Miasta, gdzie obywa się wielki kiermasz oraz mają miejsce pokazy tradycyjnego tańca holenderskiego. W ten sposób unikniecie gigantycznych korków i problemów z miejscami parkingowymi. Jeśli natomiast nie chcecie ruszać z domu auta, to do Holland można dostać się również pociągiem Amtrak lub wraz z wycieczką organizowaną przez polskie biuro podróży RekTravel. Więcej informacji o Festiwalu, w tym przydatne mapki i harmonogram atrakcji, znajdziecie na oficjalnej stronie TUTAJ.
       To tyle w temacie ogólnych informacji. A teraz krótka fotoopowieść o tym, jak spędziliśmy dzień w holenderskim miasteczku.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Windmill Island.
Wiele tulipanów było już po okresie kwitnienia, ale i tak było pięknie!





Na Windmill Island odbywał się także festiwal żywej historii, gdzie entuzjaści historii pokazywali, jak żyło się w czasach holenderskiego osadnictwa.








Tuż przy Windmill Island, jak również w samej Dutch Village, znajduje się kilka klimatycznych sklepików. W tym także sklep z tradycyjnymi, holenderskimi, drewnianymi chodakami.




Tulipany są wszędzie! Nawet tuż pod nogami!





Ostatnim etapem naszej wycieczki był krótki spacer po mieście i oglądanie holenderskiego tańca. W drewnianych chodakach oczywiście :)


Fajną sprawą jest to, że na Festiwalu można zakupić cebulki tulipanów. Wybór jest niesamowity! Mnóstwo gatunków, kształtów, wysokości i kolorów. Ja zamówiłam kilka rodzajów cebulek i zostały mi one dostarczone na jesieni, tuż w okresie sadzenia. Część cebulek zostało rozkradzionych przez wiewiórki, podobnie jak zjedzonych część pąków. Ale sporo kwiatów przetrwało te naloty i teraz mogę cieszyć się takimi oto pięknościami:


I to tyle na dzisiaj w temacie amerykańskiej Holandii i Festiwalu Tulipanów. Trzymajcie za mnie kciuki, bo kończy mi się semestr i ledwo już oddycham. Ale w połowie maja mam nadzieję wrócić na blog ze zdwojoną siła :)

11 komentarzy:

  1. Tylko Willema i Maksymy tam jeszcze brakuje ;)
    Fajna impreza. Notabene Holendrzy upodobali sobie tutejsze niemieckie okolice, bo i góry, i lasy, czyli to, czego w Holandii jak na lekarstwo. Tulipany za to maja naprawde piekne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mają! Kiedy poszliśmy do sklepu wybierać cebulki, myślałam że nie wyjdę do wieczora! Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tulipany mogą tak bardzo się różnić!

      Usuń
  2. Świetny festiwal :) Taki kawałek Europy w Ameryce. Wygląda niesamowicie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych kawałków Europy, a właściwie to i świata, można w USA znaleźć całkiem sporo. Cóż począć- względnie nowy kraj, nie ma jako takiej własnej kultury, więc z chęcią "pożycza" sobie tradycje innych państw. Ale to jest fajne- nie wyjeżdżając z kraju, można "zwiedzić" niemalże cały świat ;D

      Usuń
  3. Jak tam pięknie i klimatycznie.
    A połacie tulipanów muszą w tych okolicznościach wyglądać cudnie:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, wwyglądały pięknie, choć chyba spóźniliśmy się o kilka dni, bo część była już przekwitnięta :(

      Usuń
  4. przezylam takie tulipanowe szalenstwo w holandii, nie umialam przestac fotografowac ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko mogę sobie wyobrazić te tulipanowe dywany w Holandii! To dopiero musi robić wrażenie!

      Usuń
  5. Bylam tam juz kiedys i znowu jade w tym tygodniu, tym razem na ten festiwal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, daj koniecznie znać jak wrażenia!

      Usuń
  6. Czyli w Ameryce można znaleźć każdy zakątek świata :) świetna impreza :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger